Opcja na weekend – podsumowanie tygodnia (12-18.04.2026)
Rynki finansowe mają niesamowitą zdolność do ignorowania rzeczywistości, aż ta nie uderzy ich prosto w twarz. Miniony tydzień był tego doskonałym przykładem. Zaczęliśmy od euforycznego wyceniania szybkiego pokoju na Bliskim Wschodzie i otwarcia Cieśniny Ormuz. Zakończyliśmy twardym zderzeniem z faktami – weekendowym powrotem morskiej blokady militarnej i serią danych makro, które ostatecznie przekreślają szanse na rychłe cięcia stóp procentowych. Sentyment z potężnego optymizmu płynnie przeszedł w głęboką niepewność, a inwestorzy musieli na nowo zdefiniować, co dzisiaj oznacza bezpieczna przystań.
Nowy schron kapitału: Technologia zamiast obligacji
Zwykła logika podpowiada, że widmo wojny i powracająca inflacja powinny sprowadzić indeksy na ziemię. Wall Street ma jednak własne zasady. Zamiast uciekać do gotówki, kapitał instytucjonalny znalazł sobie nowy, dość zaskakujący bunkier – technologicznych gigantów.
Nasdaq zamknął się wynikiem 22 902.89 pkt (+6.84%), zaliczając najdłuższą, bo trwającą osiem sesji zieloną serię od 1992 roku. S&P 500 również nie odpuszczał, dobijając do 7126.06 pkt (+4.53%). Inwestorzy masowo ładują środki w Big Tech, zakładając, że spółki takie jak TSMC (które opublikowało imponujący wzrost zysku netto o 58% r/r) po prostu zignorują geopolityczne szoki. Na przeciwnym biegunie widać pęknięcia tam, gdzie liczy się portfel zwykłego konsumenta – mocna przecena akcji Nike brutalnie przypomina, że obywatele w USA i Chinach zaczynają zaciskać pasa. Z kolei w Japonii indeks Nikkei 225 ustanowił nowy rekord (58 350 pkt, co daje 15% wzrostu od lutowego dołka), niesiony na plecach dramatycznie słabego jena i kapitulacji tamtejszego banku centralnego wobec podwyżek stóp.
GPW w cieniu polityki i debiutowych gorączek
Krajowy rynek wciąż zaskakuje siłą, choć fundamenty tych wzrostów są mocno zróżnicowane. WIG20 zyskał 1.4%, finiszując na poziomie 3700.60 pkt i ustanawiając nowy szczyt hossy, podczas gdy szeroki WIG przekroczył barierę 135 197 pkt (budując stopę zwrotu na poziomie 15% od początku roku).
Z jednej strony silniki wzrostowe pracują bez zarzutu – CD Projekt świetnymi wynikami (520 mln PLN zysku netto) udowadnia, że biznes cyfrowy omija logistyczne wąskie gardła. Silnie wspiera rynek również KGHM, stanowiący naturalną tarczę przed inflacją kosztową. Z drugiej jednak strony, widać wyraźny ciężar polityki. Orlen mocno traci, obciążony nie tylko wahaniami na rynku ropy, ale przede wszystkim rządową decyzją o utrzymaniu sztucznego zaniżania cen paliw na stacjach. Szacunkowe 3 miliardy złotych utraconych korzyści z "programu CPN" to twardy dowód na to, jak interwencjonizm potrafi wyparować z wycen giełdowych.
Warto również zachować ostrożność przy debiutach. Na akcjach technologicznego Creotech Quantum popyt tak drastycznie oderwał się od rzeczywistości (TKO ukształtowało się na poziomie 214 PLN przy kursie odniesienia 123 PLN), że algorytmy GPW zmuszone były czasowo wstrzymać handel z powodu braku płynności.
Stagflacja staje się faktem
Złudzenia dotyczące luźniejszej polityki pieniężnej zostały w tym tygodniu ostatecznie rozwiane. Dane napływające z USA malują niepokojący obraz – marcowa inflacja CPI skoczyła do 3.3%, osiągając najwyższy poziom od maja 2024 roku. Winowajcą nie są tu jednak nadmiernie rozdmuchane usługi, a energia. Ceny paliw na stacjach wzrosły z miesiąca na miesiąc o niewyobrażalne 21.2%. Przy amerykańskim rynku pracy, który pozostaje zabetonowany (ubezpieczone bezrobocie to zaledwie 1.2%), Fed nie ma żadnego merytorycznego argumentu za obniżkami. Wręcz przeciwnie, do otwartej dyskusji powraca temat ewentualnych podwyżek.
W Polsce obraz jest uderzająco podobny. Główny wskaźnik CPI wybił do 3.0% (z 2.1% notowanych w lutym), ponownie pociągnięty w górę przez sektor paliwowy, który zanotował wzrost o 15.4% m/m. Rada Polityki Pieniężnej ma tym samym całkowicie zamkniętą drogę do jakichkolwiek obniżek w dającej się przewidzieć przyszłości.
Z kolei Chiny próbują pudrować swoją makroekonomiczną rzeczywistość. Opublikowany wzrost PKB o 5.0% w pierwszym kwartale to niemal wyłącznie zasługa morderczej akcji eksportowej (+14.7%), napędzanej strachem tamtejszych fabryk przed nowymi amerykańskimi cłami. Wewnątrz kraju konsumpcja anemicznie drepcze w miejscu (+1.7%), a rynek nieruchomości wciąż tonie (-11.2%).
Rozdwojenie jaźni na rynku ropy
Na najpoważniejszą anomalię, która wkrótce może zatrząść globalną gospodarką, trzeba jednak spojrzeć głębiej. Ropa naftowa pokazała w minionych dniach potężne, niespotykane od lat rozwarstwienie.
Na platformach giełdowych, gdzie handluje się wirtualnymi kontraktami futures, cena Brent spadła po piątkowych plotkach o rozejmie do poziomu 90.38 USD, uspokajając wskaźniki i algorytmy (które potrafiły zejść nawet w okolice 95 USD w trakcie uspokojenia). W realnym świecie sytuacja wygląda jednak zgoła inaczej. Rafinerie, które muszą fizycznie odebrać baryłkę i przetransportować ją przez zaminowane szlaki morskie, płaciły za fizyczny surowiec (tzw. Dated Brent) astronomiczne 133 USD.
Taki 38-dolarowy spread między ekranem tradera a nabrzeżem portowym to ewenement, którego nie notowano ani w czasach poprzednich kryzysów w Zatoce, ani podczas globalnego lockdownu. To zjawisko oznacza monstrualne koszty frachtu i ubezpieczeń. Niebawem przełożą się one na fale bankructw mniejszych podmiotów logistycznych oraz kolejne bolesne podwyżki dla klienta końcowego.
W tym samym czasie inwestorzy poszukujący alternatyw wywindowali bezpieczne złoto do poziomu 4845 USD za uncję. Niezwykłą siłę pokazał też Bitcoin. Utrzymując twardy opór powyżej 75 000 USD, nie tylko wchłonął 1.1 mld dolarów z państwowych funduszy ETF, ale dodatkowo wywołał bezwzględny short squeeze na rynku instrumentów pochodnych, zasilany ekstremalnie ujemnymi stopami finansowania.
Rozkład jazdy na najbliższe dni (19.04 - 25.04.2026)
Wkraczamy w nowy tydzień w stanie głębokiego dysonansu. Rynki akcji rosną, wyceniając optymistyczne scenariusze łagodnego lądowania, podczas gdy rynki fizycznych surowców krwawią, absorbując wojenną presję kosztową. To rozwarstwienie musi wkrótce znaleźć swoje ujście, a najbliższe dni dostarczą nam kluczowych impulsów.
- Poniedziałek (20.04): Po weekendowym wznowieniu ostrzału przez Teheran, musimy uważnie obserwować otwarcie rynku ropy. Reakcja kapitału uciekającego od ryzyka będzie pierwszym testem dla giełdowych byków.
- Czwartek (23.04): Spłyną odczyty S&P Global / HCOB dla strefy euro, które rzucą więcej światła na postępującą stagflację na starym kontynencie. Z kolei raport Departamentu Pracy USA (wnioski o bezrobocie) zweryfikuje, czy amerykańska gospodarka daje jakiekolwiek sygnały ochłodzenia.
- Sezon wyników: W czwartek karty odsłonią ServiceNow i Honeywell, a w piątek (24.04) uwaga rynku skupi się na raportach Intela i SAP. Te publikacje pokażą czarno na białym, jak na twardy biznes wpływają rosnące koszty logistyczne i niedobory półprzewodników.
Zachowajcie chłodną głowę. W dzisiejszym, skrajnie napiętym środowisku makroekonomicznym znacznie ważniejsze jest to, kto posiada fizyczny dostęp do towaru, niż kto trzyma w portfelu jego wirtualny ekwiwalent.