Larry Fink i ewolucja narracji BlackRock: Od krytyki kryptowalut do tokenizacji aktywów (RWA)

„Bitcoin pokazuje tylko, jak duży jest popyt na pranie pieniędzy na świecie. To wszystko, czym on jest” — powiedział w październiku 2017 roku Larry Fink, szef BlackRock [BLK]. Dziewięć lat później ta sama firma zarządza największym na świecie funduszem bitcoinowym, a jej prezes przekonuje inwestorów, że tokenizacja aktywów to „następna generacja rynków”. To nie jest historia jednej zmiany zdania. To case study tego, jak Wall Street przeszła od odrzucenia kryptowalut do budowania na nich nowej infrastruktury finansowej — krok po kroku, z wyraźnymi punktami zwrotnymi, które da się precyzyjnie datować.

2017–2022: lata sceptycyzmu

Cytat padł 13 października 2017 roku podczas spotkania Institute of International Finance, w dniu, w którym cena bitcoina biła rekordy — przekroczyła wtedy 5800 dolarów, a kryptowaluta zyskała ponad 470% w ciągu roku. Fink zbywał ten wzrost jednym zdaniem. Rok później, w 2018 roku, potwierdził stanowisko firmy: BlackRock nie widzi potrzeby tworzenia funduszu ETF na bitcoina, bo klienci nie wykazują zainteresowania.

Ostrożność utrzymała się przez kolejne lata, choć nie objęła całej technologii blockchain — tylko samego bitcoina jako aktywo inwestycyjne. To rozróżnienie miało znaczenie. W grudniu 2022 roku, na wydarzeniu New York Times DealBook, Fink stwierdził, że „następną generacją rynków, następną generacją papierów wartościowych, będzie tokenizacja papierów wartościowych”, obiecując inwestorom „natychmiastowe rozliczenia” i „niższe opłaty”. Padło to zaledwie miesiąc po upadku giełdy FTX, w którą BlackRock miał pośrednią ekspozycję rzędu 24 mln dolarów przez jeden z funduszy funduszy — sam Fink zaznaczał wtedy, że nie dotyczyło to kluczowej części biznesu firmy.

Dwa wątki w narracji BlackRock rozwijały się w różnym tempie: bitcoin jako aktywo inwestycyjne i tokenizacja jako technologia infrastrukturalna. Fink krytykował pierwsze znacznie dłużej — o potencjale blockchaina mówił przychylnie już w 2022 roku, ponad pół roku przed zmianą zdania w sprawie samego BTC.

2023: punkt zwrotny

15 czerwca 2023 roku BlackRock złożył w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) wniosek S-1 o utworzenie iShares Bitcoin Trust [IBIT] — funduszu ETF opartego bezpośrednio na fizycznym bitcoinie. Data ta dzieli historię tej relacji na wyraźne „przed” i „po”.

Miesiąc później Fink przyznał to publicznie, w wywiadzie dla CNBC: „Byłem sceptykiem. Byłem dumnym sceptykiem. Zbadałem temat, nauczyłem się go i doszedłem do wniosku, że moja opinia sprzed pięciu lat była błędna”. Bitcoin, jak stwierdził, jest „legalnym instrumentem finansowym” — porównywalnym do złota jako zabezpieczenia przed dewaluacją walut i niestabilnością geopolityczną poszczególnych krajów. Sformułowanie „cyfrowe złoto” zadomowiło się od tego momentu w jego publicznych wypowiedziach na stałe.

Z czasem doszedł do niego drugi motyw: bitcoin jako „aktywo strachu”. W grudniu 2025 roku, na scenie DealBook Summit obok szefa Coinbase Briana Armstronga, Fink mówił, że podczas gdy większość z 13,5 bln dolarów aktywów BlackRock reprezentuje „nadzieję”, bitcoin reprezentuje strach — przed niestabilnością finansową, geopolityczną i dewaluacją walut. Jako dowód wskazywał wzorce adopcji kryptowaluty w Argentynie, Wenezueli czy Libanie, czyli krajach z historią kryzysów walutowych.

2024: uruchomienie IBIT i narodziny BUIDL

Fundusz IBIT zadebiutował na Nasdaq 10 stycznia 2024 roku, dzień po tym, jak SEC zatwierdziła notowanie funduszy spot ETF na bitcoina. W ciągu pierwszego tygodnia notowań przekroczył miliard dolarów aktywów — tempo bez precedensu w historii rynku ETF.

Dwa miesiące później BlackRock uruchomił drugi filar swojej strategii cyfrowej, tym razem zupełnie inny w konstrukcji: BlackRock USD Institutional Digital Liquidity Fund, czyli BUIDL — tokenizowany fundusz rynku pieniężnego oparty na amerykańskich obligacjach skarbowych, działający na blockchainie Ethereum, a później też na Arbitrum, Avalanche i Polygon. Wystartował z zalążkiem około 100 mln dolarów. Miliard dolarów aktywów osiągnął w ciągu kilku miesięcy, stając się pierwszym instytucjonalnym funduszem on-chain, który dotarł do tej skali.

IBIT i BUIDL to dwie różne odpowiedzi na to samo pytanie o wejście w aktywa cyfrowe. IBIT daje ekspozycję na cenę bitcoina przez zwykły rachunek maklerski. BUIDL z kryptowalutami nie ma nic wspólnego — to klasyczny fundusz obligacji skarbowych, którego jednostki uczestnictwa istnieją jako tokeny na blockchainie, co pozwala rozliczać transakcje niemal w czasie rzeczywistym zamiast w standardowym cyklu T+1 czy T+2.

Kapitał suwerenny Zatoki Perskiej wszedł do gry już w kwietniu 2024 roku — BlackRock ogłosił wtedy z saudyjskim Public Investment Fund (PIF) utworzenie platformy inwestycyjnej w Rijadzie, z początkowym zaangażowaniem PIF na poziomie 5 mld dolarów. Wątek ten wróci rok później, gdy Fink zacznie mówić wprost o zainteresowaniu funduszy suwerennych bitcoinem.

2025: eskalacja prognoz i ostrzeżenie o dolarze

Rok 2025 przyniósł dwa pozornie sprzeczne wątki, które w rzeczywistości się uzupełniają.

Pierwszy to rosnący entuzjazm wobec ceny bitcoina. Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w styczniu 2025 roku Fink przedstawił hipotetyczną kalkulację: gdyby fundusze majątku suwerennego — dysponujące łącznie około 13 bln dolarów aktywów — zaalokowały w bitcoina 2–5% portfeli, oznaczałoby to 260–650 mld dolarów nowego popytu. Cena mogłaby wtedy sięgnąć 500–700 tys. dolarów za monetę. Sam podkreślał, że to scenariusz warunkowy, nie prognoza — mimo to wracał do tej liczby wielokrotnie w kolejnych miesiącach, mówiąc m.in. o rozmowach z niewymienionymi z nazwy funduszami suwerennymi, które miały kupować bitcoina „stopniowo”, w trakcie spadków cen.

Drugi wątek brzmi znacznie poważniej. W dorocznym liście do inwestorów z marca 2025 roku Fink napisał: „Jeśli USA nie opanują swojego długu, jeśli deficyty będą dalej rosły, Ameryka ryzykuje utratę tej pozycji na rzecz aktywów cyfrowych, takich jak bitcoin” — mając na myśli status dolara jako światowej waluty rezerwowej. Argumentację oparł na twardych liczbach: dług publiczny USA rósł od 1989 roku trzykrotnie szybciej niż PKB, a same odsetki od długu, rzędu 952 mld dolarów rocznie, miały w 2025 roku przewyższyć wydatki na obronność.

Te dwa wątki nie biegną obok siebie przypadkiem. BlackRock jest jednocześnie największym beneficjentem rosnącego zainteresowania bitcoinem — poprzez opłaty za zarządzanie IBIT — i głównym głosem ostrzegającym przed skutkami braku dyscypliny fiskalnej USA. To nie czyni argumentów Finka błędnymi, ale wymaga czytania ich z pełną świadomością tej dwoistości interesów.

Skala tokenizacji w 2026 roku

Ekosystem zbudowany wokół tej strategii osiągnął do sierpnia 2026 roku rozmiary, które jeszcze trzy lata wcześniej wydawały się abstrakcyjne.

Liczby dobrze to ilustrują. Pod koniec 2025 roku IBIT posiadał około 770,8 tys. BTC wartych blisko 67,4 mld dolarów. Spadek cen kryptowalut w pierwszym kwartale 2026 roku obniżył tę wycenę do około 53,4 mld dolarów — mimo że liczba posiadanych monet wzrosła w tym czasie do niemal 783,7 tys. BTC. Inwestorzy netto dokupowali jednostki funduszu, choć cena bazowego aktywa spadała. Ten sam mechanizm odbił się na całym segmencie cyfrowym BlackRock: w drugim kwartale 2026 roku jego wartość spadła do 48,8 mld dolarów, o 39% rok do roku, mimo 15,1 mld dolarów napływów netto w tym okresie — różnicę pochłonęły straty rynkowe rzędu 45,8 mld dolarów.

BUIDL rozwijał się w innym rytmie, bo opiera się na innym aktywie. W marcowym liście do inwestorów z 2026 roku Fink poświęcił tokenizacji obszerny fragment, porównując jej obecny etap do internetu z 1996 roku i deklarując, że BlackRock zarządza już około 150 mld dolarów aktywów powiązanych z cyfrową infrastrukturą finansową. Sam BUIDL osiągnął wtedy wycenę około 2,85 mld dolarów. W połowie lipca 2026 roku, po dodaniu w ciągu jednego tygodnia 436 mln dolarów na blockchainie Avalanche — wzrost o 105% tydzień do tygodnia — aktywa funduszu przekroczyły 2,87 mld dolarów, rozłożone na kilku sieciach.

Infrastruktura wokół tego biznesu rosła równolegle. 8 maja 2026 roku BlackRock złożył w SEC wnioski o dwa kolejne produkty tokenizowane: wersję on-chain funduszu BlackRock Select Treasury Based Liquidity Fund (BSTBL) oraz zupełnie nowy fundusz natywny dla blockchaina — BlackRock Daily Reinvestment Stablecoin Reserve Vehicle (BRSRV). Firma pogłębiła też rolę w infrastrukturze stablecoinów: zarządza funduszem rezerwowym Circle, emitenta USDC, i po wejściu w życie ustawy GENIUS — pierwszej federalnej regulacji stablecoinów w USA — trzymała pod zarządzaniem około 67 z 78 mld dolarów rezerw zabezpieczających tę walutę cyfrową. Symbolicznym domknięciem tego etapu było wejście na giełdę nowojorską 2 lipca 2026 roku spółki Securitize — platformy technologicznej i agenta transferowego obsługującego BUIDL od początku — pod tickerem SECZ, po fuzji ze spółką SPAC wartej około 400 mln dolarów.

Porównanie: dwa filary strategii cyfrowej BlackRock

Cecha IBIT (iShares Bitcoin Trust) BUIDL (tokenizowany fundusz skarbowy)
Aktywo bazowe Bitcoin (fizyczny) Amerykańskie obligacje skarbowe
Data uruchomienia 10 stycznia 2024 Marzec 2024
AUM (marzec 2026) ok. 53,4 mld USD ok. 2,85 mld USD
Dostępność Rachunek maklerski, giełda Nasdaq Wyłącznie inwestorzy kwalifikowani (KYC/AML)
Rozliczenie Standardowe (T+1/T+2 dla akcji funduszu) Niemal natychmiastowe, on-chain
Sieci blockchain Nie dotyczy — fundusz trzyma BTC bezpośrednio Ethereum, Arbitrum, Avalanche, Polygon

Konkurencja i kontekst rynkowy tokenizacji

BUIDL nie działa w próżni, choć narracja BlackRock czasem sugeruje inaczej. Cały rynek tokenizowanych obligacji skarbowych osiągnął w maju 2026 roku wartość około 11 mld dolarów, a szerszy rynek aktywów rzeczywistych (RWA) — obejmujący obligacje skarbowe, obligacje korporacyjne i nieruchomości — przekroczył 26–32 mld dolarów. Po raz pierwszy wyprzedził wtedy łączną wartość zablokowaną na zdecentralizowanych giełdach kryptowalutowych. Dla porównania: jeszcze w 2024 roku cały ten segment wart był około 100 mln dolarów, czyli sto razy mniej.

BlackRock przestał być jednak niekwestionowanym liderem kategorii. Fundusz USYC od Circle oraz konkurencyjne produkty Franklin Templeton (BENJI) i Ondo Finance (OUSG) w drugiej połowie 2025 roku przejęły część udziału rynkowego BUIDL — częściowo dzięki bardziej agresywnej optymalizacji rentowności i integracji natywnej z DeFi. Firma odpowiedziała nie ceną, lecz pozycją: majowe wnioski do SEC pokazują strategię opartą na wiarygodności instytucjonalnej, pozycjonowaniu regulacyjnym i szerokości integracji, nie na konkurowaniu wysokością oprocentowania.

Tokenizacja aktywów rzeczywistych nie jest rynkiem typu winner-takes-all. Na rynku bitcoinowych ETF IBIT zdominował konkurencję dzięki pierwszeństwu i marce, ale segment tokenizowanych funduszy pieniężnych rozwija się inaczej — jako rynek wieloproduktowy, w którym różne fundusze konkurują o różne segmenty inwestorów: instytucjonalnych, detalicznych i natywnych dla DeFi.

Ryzyka, których nie należy pomijać

Entuzjastyczna narracja o tokenizacji nie zwalnia z pytania o ryzyka. Tokenizowane fundusze skarbowe, mimo nowoczesnej infrastruktury rozliczeniowej, pozostają wystawione na to samo ryzyko stopy procentowej co klasyczne obligacje — gwałtowny spadek rentowności amerykańskich Treasuries przekłada się wprost na niższą rentowność produktów typu BUIDL, niezależnie od tego, że ich jednostki „żyją” na blockchainie. Dochodzi do tego niepewność regulacyjna: w maju 2026 roku SEC odroczyła wdrożenie ramowego programu Innovation Exemption dla tokenizowanych akcji po sprzeciwie tradycyjnych giełd. Ryzyko smart kontraktów pozostaje trzecim elementem tego równania — obecność marki BlackRock go nie eliminuje.

Zmienność samego bitcoina to osobna sprawa, widoczna w wynikach segmentu cyfrowego BlackRock w pierwszej połowie 2026 roku, gdy solidne napływy kapitału nie zrekompensowały strat wynikających ze spadku cen. Nawet największy fundusz ETF na świecie nie eliminuje ryzyka rynkowego bazowego aktywa — jedynie ułatwia do niego dostęp.

Co to oznacza dla polskiego inwestora

Dostępność obu produktów wygląda z Polski zupełnie inaczej niż z USA. IBIT jako amerykański ETF nie jest bezpośrednio dostępny dla inwestorów detalicznych z Unii Europejskiej — regulacje PRIIPs wymagają dokumentu KID zgodnego z prawem unijnym, którego IBIT nie posiada. Ekspozycję na bitcoina europejscy inwestorzy zdobywają zwykle przez fundusze typu ETP notowane na giełdach europejskich, na przykład we Frankfurcie czy Zurychu, albo przez bezpośredni zakup kryptowaluty. BUIDL jest jeszcze bardziej niedostępny — skierowany wyłącznie do inwestorów kwalifikowanych, nie funkcjonuje jako produkt dla przeciętnego inwestora detalicznego ani w USA, ani w Europie.

Praktyczne znaczenie tego tekstu dla czytelnika z Polski leży więc gdzie indziej — nie w możliwości zakupu konkretnie tych instrumentów, ale w zrozumieniu kierunku, w jakim zmierza globalna infrastruktura rynków kapitałowych. Jeśli tokenizacja rzeczywiście okaże się, jak twierdzi Fink, odpowiednikiem internetu z 1996 roku, z czasem wpłynie to także na sposób funkcjonowania rynków.

Ten artykuł ma charakter analityczno-informacyjny i nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani porady finansowej. Decyzje dotyczące bitcoina, funduszy ETF czy instrumentów tokenizowanych powinny być poprzedzone własną analizą oraz, w razie potrzeby, konsultacją z licencjonowanym doradcą finansowym.

Podsumowanie

Droga Larry'ego Finka od nazwania bitcoina „indeksem prania pieniędzy” do uczynienia z BlackRock największego instytucjonalnego posiadacza tej kryptowaluty zajęła nieco ponad sześć lat. Po drodze firma zbudowała drugi, równie istotny filar strategii cyfrowej — tokenizację aktywów rzeczywistych — który w połowie 2026 roku obejmuje już miliardy dolarów w funduszach takich jak BUIDL oraz coraz szerszą infrastrukturę wokół stablecoinów i tokenizowanych papierów wartościowych.

Czy to rzeczywiście „następna generacja rynków”, czy dobrze zaprojektowana narracja korporacyjna wspierająca sprzedaż nowych produktów opłatowych? Odpowiedź najpewniej leży pośrodku. Najbliższe lata — kolejne wnioski do SEC, kolejne listy Finka do inwestorów — dostarczą więcej danych, by rozstrzygnąć, w którą stronę przechyli się szala.