Zjawisko kurczenia się portfeli klasy średniej to nie jest przypadek, ani też wina mitycznego, krwiożerczego kapitalizmu. Przez lata pracy na rynkach finansowych obserwowałem, jak błędnie interpretuje się ten proces. Winą obarcza się chciwe korporacje, zapominając, że wolny rynek z założenia po prostu nagradza za podjęte ryzyko i innowacyjność. Główny winowajca ukrywa się zupełnie gdzie indziej – w samej architekturze współczesnego, fiducjarnego pieniądza (fiat).

Aby w pełni zrozumieć ten gigantyczny transfer bogactwa, musimy przyjrzeć się mechanizmowi, o którym rzadko pisze się w standardowych podręcznikach. To Efekt Cantillona. Nie stanowi on błędu w systemie, lecz jest jego matematyczną, strukturalną cechą.

Mechanika kaskadowa, czyli jak rozlewa się kapitał

Struktura rozchodzenia się pieniądza w gospodarce przypomina rozlewanie gęstego miodu na płaskim talerzu. Substancja nie dociera od razu do brzegów – najpierw tworzy potężną kałużę na środku, by dopiero po pewnym czasie spłynąć na krawędzie.

Ten proces zdiagnozował już w XVIII wieku Richard Cantillon. Jako wybitny bankier i ekonomista, zbił on gigantyczną fortunę na pęknięciu bańki spekulacyjnej Kompanii Mississippi. Jego obserwacja była brutalnie szczera: nowy pieniądz wchodzący do obiegu licytuje ceny w górę, zanim faktycznie dotrze do portfeli ogółu społeczeństwa.

Na dzisiejszym rynku ten mechanizm dzieli uczestników gospodarki na dwie wyraziste grupy.

Z jednej strony funkcjonują Pierwsi Odbiorcy (First Receivers) – rządy, banki komercyjne, wielkie korporacje i potężne fundusze inwestycyjne. Kiedy bank centralny tnie stopy procentowe i uruchamia kreację waluty, ten kapitał trafia do nich niemal bezkosztowo. Instytucje te natychmiast lokują go w realnych aktywach, skupując ziemię czy udziały w przedsiębiorstwach po starych, wciąż niskich cenach.

Na drugim biegunie znajdują się Ostatni Odbiorcy (Last Receivers). To pracownicy najemni, klasa średnia i emeryci. Pieniądz dociera do nich na samym końcu cyklu, na przykład w postaci kilkuprocentowej podwyżki rocznej pensji. Zanim to jednak nastąpi, napompowana walutą gospodarka zdąży wywindować ceny nieruchomości o 25%, a żywności i energii o kilkanaście. W rezultacie inflacja staje się głęboko regresywnym podatkiem. Bez demokratycznego mandatu transferuje ona siłę nabywczą od oszczędzających w dewaloryzującej się walucie do tych, którzy posiadają lewarowane długiem aktywa.

Luzowanie Ilościowe i zniekształcenie rynków

Prawdziwa rewolucja w tej redystrybucji rozpoczęła się po porzuceniu przez USA resztek standardu złota w 1971 roku, ale nabrała ekstremalnego tempa po kryzysie 2008 roku i podczas pandemii. Główną rolę odegrały tu programy Luzowania Ilościowego (QE). Banki centralne na całym świecie zaczęły masowo generować rezerwy, odkupując bezpieczne papiery wartościowe.

Pozbawiony rentownych i bezpiecznych lokat kapitał instytucjonalny został zmuszony do szukania zysku na wyższych poziomach ryzyka. Skutkiem był potężny strumień pieniądza zalewający rynki akcji i nieruchomości komercyjnych.

Analizy ekonometryczne The Institute for New Economic Thinking (INET) nie pozostawiają złudzeń. Choć programy stymulacyjne faktycznie uchroniły część miejsc pracy w dolnych warstwach drabiny społecznej, ich sumaryczny bilans okazał się głęboko dez-egalitarny. Wzrost wycen giełdowych wygenerował zyski tak mocno skondensowane na szczycie struktury majątkowej, że polityka banków centralnych realnie napędziła wzrost całkowitych nierówności w zachodnich społeczeństwach.

Iluzja wskaźnika CPI a realia giełdowe

Błędem publicystyki ekonomicznej jest skupianie się niemal wyłącznie na wskaźniku inflacji konsumenckiej (CPI). Gdy ceny w sklepach rosną w granicach celu inflacyjnego, decydenci chętnie ogłaszają sukces. Jednocześnie całkowicie ignorują zjawisko inflacji cen aktywów, która marginalizuje szanse młodszego pokolenia.

Wystarczy spojrzeć na amerykański parkiet. Latem 2024 roku kapitalizacja firmy Nvidia przekroczyła abstrakcyjny próg 4,4 biliona dolarów. To kwota wyższa niż nominalne PKB całej Japonii, przewyższająca też łączną wartość wszystkich gruntów rolnych w Stanach Zjednoczonych. Tego rodzaju wyceny, oderwane od realnej, materialnej bazy gospodarczej, są bezpośrednim owocem ekspansji fiducjarnej.

Dla posiadaczy akcji to bezprecedensowy zysk. Jednak dla przeciętnego obywatela próbującego wejść na rynek mieszkaniowy oznacza to zjawisko całkowitego wypchnięcia (boxed out). Ceny dóbr trwałych rosną wielokrotnie szybciej, niż zdolność przeciętnego gospodarstwa do generowania oszczędności z pracy etatowej.

Polskie podwórko i koszty stymulacji

Ten sam, uniwersalny mechanizm ujawnił się z pełną siłą w Polsce w latach 2020-2021. W obliczu pandemii wdrożono bezprecedensową ekspansję fiskalno-monetarną. Niemal zerowe stopy procentowe i potężne programy osłonowe PFR oraz BGK wtłoczyły w gospodarkę olbrzymie strumienie płynności.

Zjawisko Cantillona zrealizowało się podręcznikowo. Uprzywilejowani gracze i osoby z odpowiednią zdolnością wykorzystali tani pieniądz kredytowy do akumulacji nieruchomości. Chwilę później gospodarka zareagowała agresywnym, ostatecznie dwucyfrowym wzrostem inflacji uderzającym w portfele całej reszty społeczeństwa. Dane Eurostatu i Banku Światowego od lat udowadniają, że rozbudowane programy stymulacyjne – wbrew politycznym deklaracjom o ochronie najsłabszych – ostatecznie faworyzują świetnie zorganizowane grupy kapitałowe, uderzając w siłę nabywczą szeroko pojętej klasy średniej.

Fundamentalny spór ekonomiczny

Problem dystrybucji bogactwa przez politykę monetarną to oś potężnego sporu w środowiskach akademickich.

Ekonomiści nurtu keynesowskiego utrzymują, że państwowa interwencja jest niezbędna dla podtrzymania zagregowanego popytu w czasie kryzysów. Ewentualne skutki uboczne w postaci nierówności proponują korygować za pomocą redystrybucji podatkowej. Praktyka pokazuje jednak ułomność tego założenia – zakumulowany u góry kapitał z łatwością zabezpiecza się przed wtórnym opodatkowaniem, utrwalając podziały.

Przeciwwagę stanowi Szkoła Austriacka (reprezentowana przez takich badaczy jak L. von Mises czy M. Rothbard). Z jej perspektywy pieniądz nigdy nie jest neutralny. Ręczne sterowanie stopami procentowymi fałszuje sygnały rynkowe i zachęca do skrajnie wadliwych inwestycji. Uzdrowienie sytuacji wymaga, według tego środowiska, odebrania decydentom politycznym wyłączności na produkcję waluty i przywrócenia rynkowi naturalnych mechanizmów wyceny kapitału.

Architektura ochrony majątku

Rozumienie faktu, że system walutowy ma wbudowany mechanizm faworyzujący twórców i pierwszych odbiorców długu, pozwala podjąć racjonalne decyzje inwestycyjne. Trzymanie rezerw wyłącznie w tradycyjnym, bankowym pieniądzu to zgoda na powolne pożeranie własnej pracy.

Świadomy kapitał strukturalnie ucieka w kierunku tak zwanych twardych aktywów (hard assets). Będą to przede wszystkim dobrze zlokalizowane nieruchomości komercyjne oraz metale szlachetne, które z racji fizycznych ograniczeń uodparniają się na dodruk. Do tradycyjnych form ochrony należą również globalnie zdywersyfikowane pakiety akcji firm zdolnych przerzucać koszty inflacyjne na konsumentów.

Technologiczną odpowiedzią na ten systemowy drenaż stały się zdecentralizowane aktywa cyfrowe. Architektura Bitcoina, oparta na niezmiennym algorytmie Proof-of-Work, oferuje z góry ograniczoną i transparentną podaż. W takim środowisku nie istnieje żaden bank centralny ani komitet zdolny wdrożyć preferencyjny "pakiet ratunkowy". To programowe ograniczenie uderza w sam rdzeń Efektu Cantillona, wyrównując szanse w dostępie do twardego pieniądza.

Budowanie bezpieczeństwa finansowego w XXI wieku wymaga uświadomienia sobie, że ciężka praca to tylko połowa równania. Drugą, równie istotną, jest ulokowanie owoców tej pracy z dala od scentralizowanych mechanizmów redystrybucji długu.