Analiza programu SAFE. Fundament pod wieloletni trend na GPW
W ostatnich miesiącach na rynku zapanowało przekonanie, że jedynym prawdziwym motorem wzrostów pozostaje sztuczna inteligencja. Tymczasem tuż obok, na naszym rodzimym parkiecie, buduje się fundament pod gigantyczną zmianę. Unia Europejska, za sprawą programu SAFE (Security Action for Europe), kieruje właśnie do zaledwie kilku sektorów polskiej gospodarki niewyobrażalną kwotę 190 miliardów złotych (43,7 mld euro). To nie jest kolejny abstrakcyjny fundusz spójności. Mówimy o potężnym zastrzyku kapitału, całkowicie niezależnym od kaprysów konsumentów czy spowolnienia gospodarczego. Obserwuję rynek od lat i przyznam szczerze, że rzadko mamy do czynienia z tak czytelnym, długoterminowym trendem. Przeanalizujmy wspólnie, jak mądrze podejść do tej zbrojeniowej układanki, by zbudować zyskowny portfel, a jednocześnie nie wpaść w zastawione pułapki.
Mechanizm finansowania. Dlaczego to coś więcej niż dotacja?
Skala tego programu robi ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy zrozumiemy w pełni mechanizm jego finansowania. Zamiast standardowych, zbiurokratyzowanych dopłat, mamy tu do czynienia z wyrafinowanym arbitrażem na stopach procentowych. Unia Europejska, korzystając ze swojego najwyższego ratingu AAA, pożycza pieniądze na globalnych rynkach ze średnim oprocentowaniem na poziomie zaledwie około 3% w skali roku. Następnie te środki trafiają do Polski na historycznie długi okres 45 lat, przy czym przez pierwszą dekadę budżet państwa obsługuje wyłącznie odsetki.
Dla krajowych spółek przemysłowych to informacja o znaczeniu fundamentalnym. Oznacza to stabilny, odgórnie zagwarantowany popyt. Co więcej, strona rządowa narzuciła niezwykle twardy warunek: od 80 do 90% tych środków musi zostać wydane u podmiotów zarejestrowanych i operujących w Polsce. Kończy się era wygodnego kupowania gotowego sprzętu z półki od zagranicznych dostawców. Zastąpi ją wymóg tworzenia spółek joint venture z polskimi partnerami i transferu technologii, nazywany potocznie Offsetem 2.0. To niepowtarzalna szansa dla polskiego przemysłu na trwałe wejście do globalnych łańcuchów dostaw.
Rewizja wycen fundamentalnych spółek przemysłowych
Z perspektywy analitycznej, perspektywa wdrożenia programu SAFE całkowicie odmienia sposób, w jaki powinniśmy wyceniać wybrane przedsiębiorstwa. Zazwyczaj, modelując przepływy pieniężne, bierzemy pod uwagę ryzyko cyklicznego spadku zamówień, rosnące koszty stałe czy ewentualną niewypłacalność klientów. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy firma podpisuje wieloletni kontrakt z instytucją rządową, zasilany unijnym budżetem. Ryzyko kredytowe spada niemal do zera.
To zjawisko natychmiast przekłada się na możliwość wyraźnego obniżenia średniego ważonego kosztu kapitału (WACC) w modelach zdyskontowanych przepływów pieniężnych (DCF). W efekcie, sprawiedliwa wycena takich przedsiębiorstw ulega gwałtownej poprawie. Giełda ma w zwyczaju dyskontować tego typu scenariusze z dużym wyprzedzeniem, choć nierzadko robi to niezwykle żywiołowo. Doskonałym tego przykładem była sesja z połowy lutego 2026 roku, gdy akcje Protektora – znanego głównie z produkcji obuwia roboczego i militarnego – wzrosły o 32% w ciągu jednego dnia. Nie pojawił się żaden nowy raport finansowy. Inwestorzy po prostu uświadomili sobie, że ogromna płynność z programu spłynie siłą kaskady na mniejszych podwykonawców z segmentów tier-2 i tier-3. Analogiczne fale popytu obserwowaliśmy w tym czasie na walorach Lubawy, ZAMET-u czy Odlewni Polskich.
Kto realnie skorzysta na efekcie mnożnikowym?
Naturalnym odruchem wielu początkujących inwestorów jest szukanie firm wyłącznie z rdzenia branży zbrojeniowej (indeks WIG-Obronność). Warto jednak poszerzyć perspektywę, ponieważ polski parkiet daje nam świetną możliwość rozegrania tzw. efektu mnożnikowego. Kapitał napłynie nie tylko do producentów kinetycznych, ale zasili niezwykle szerokie obszary gospodarki.
Jednym z najważniejszych beneficjentów będzie z pewnością sektor technologii i cyberbezpieczeństwa (WIG-IT). W nowoczesnym konflikcie infrastruktura cyfrowa jest równie ważna co fizyczna. W ramach funduszy SAFE dedykowano aż 2,46 mld zł wyłącznie na infrastrukturę cybernetyczną. Spółki informatyczne, które jako pierwsze zabezpieczą specjalistyczne certyfikaty wojskowe i poświadczenia dostępu do informacji niejawnych, mogą liczyć na lata bardzo rentownych kontraktów B2G. Szczególnie w cenie będą kompetencje związane z architekturą zero-trust czy zabezpieczeniem kluczowej infrastruktury przemysłowej (SCADA).
Kolejnym potężnym strumieniem jest szeroko pojęte budownictwo ciężkie i inżynieryjne. Głośny projekt "Tarcza Wschód", opierający się na budowie zaawansowanych fortyfikacji granicznych, a także zapowiadana rozbudowa Huty Stalowa Wola (na którą trafić ma ponad 20 miliardów złotych), wygenerują ogromne zapotrzebowanie na stal, beton prefabrykowany i usługi inżynieryjne. Spółki takie jak Erbud, posiadające już niezbędne certyfikowane doświadczenie w wielomilionowych kontraktach dla armii, staną się naturalnym wyborem dla decydentów.
Będziemy tu świadkami trwałego zjawiska tzw. premii za obronność (defense premium). Podmioty zaangażowane w ten program będą wyceniane przez inwestorów przy zauważalnie wyższych wskaźnikach cena/zysk (P/E) niż spółki z szerokiego rynku. Jest to premia za dekadę spokoju i uniezależnienie od standardowych cykli rynkowych.
Identyfikacja kluczowych ryzyk i wąskich gardeł
Zrozumiały optymizm wokół miliardowych zamówień nie zwalnia nas z obowiązku chłodnej analizy ryzyk. SAFE to program skomplikowany operacyjnie i politycznie. Ignorowanie zjawisk, które mogą zablokować przepływ kapitału, to w inwestowaniu błąd, który zazwyczaj słono kosztuje.
Szczególną ostrożność należy zachować ze względu na unijny mechanizm warunkowości. Będąc rzetelnym analitykiem, nie można wykluczyć scenariusza, w którym polityczne tarcia pomiędzy Warszawą a Brukselą – na przykład w wyniku potencjalnych zmian po wyborach parlamentarnych w 2027 roku – doprowadzą do arbitralnego zamrożenia wypłat kolejnych transz funduszy. Dla spółki będącej w trakcie najbardziej kosztochłonnego etapu inwestycji oznaczałoby to nagłą utratę płynności i załamanie notowań.
Ogromnym obciążeniem dla wizerunku programu jest również brak transparentności. Oficjalna lista 139 projektów celowych pozostaje oklauzulowana przez Agencję Uzbrojenia. Taka próżnia informacyjna tworzy idealne warunki dla gwałtownych zawirowań medialnych i politycznych oskarżeń. Doskonałym polem doświadczalnym była tu zacięta i brutalna debata publiczna z lutego 2026 roku wokół spółki "Polska Amunicja". Kiedy do akcji wkraczają emocje polityczne i groźba kontroli CBA, kapitał reaguje nerwowo, a opóźnienia w realizacji kontraktów stają się niemal pewne.
Długoterminowo nie możemy też zapominać o ryzyku walutowym. Zobowiązanie denominowane w całości w euro i przewidziane do spłaty przez pół wieku to kolosalna ekspozycja otwarta. Koszty pełnego zabezpieczenia (hedgingu) na tak odległym końcu krzywej dochodowości są wręcz zaporowe. W przypadku jakichkolwiek zawirowań gospodarczych, które trwale osłabiłyby polskiego złotego, koszt obsługi tej pożyczki może w przyszłości stanowić poważne obciążenie dla finansów publicznych.
Jak do tego podejść?
Program SAFE to bez wątpienia fundamentalny czynnik kształtujący układ sił na Giełdzie Papierów Wartościowych na najbliższe lata. Otwiera on przed inwestorami zupełnie nowe możliwości budowania portfela, jednak wymaga ostrożności i powściągliwości.
Zachęcam do chłodnego, merytorycznego podejścia. Omijałbym spółki, które o wojsku wspominają jedynie w celach wizerunkowych, a skupiłbym się na podmiotach realnie budujących kompetencje technologiczne, zdolnych sprostać rygorom MON i skutecznie zintegrować się z zagranicznymi partnerami. Warto śledzić komunikaty bieżące z branży IT oraz budownictwa infrastrukturalnego. Konsekwentna selekcja firm udowadniających swoją użyteczność w nowym ekosystemie bezpieczeństwa z pewnością odpłaci się solidnymi wynikami na przestrzeni nadchodzącej dekady.